Ależ upały! A ja oczywiście wciąż kursuję między miastami i nawet brak mi czasu na to, by napisać maleńkiego posta. Z haftami też bywa różnie, absolutnie cudowny wzór "zaniedbanej sowy" wyszywam już czwarty miesiąc i krzyżyków jak na złość nie chce przybywać. :( A w kolejce czeka poduszka-kociak, który to wzorek dostałam od Promyka: przy okazji dziękuję raz jeszcze!!! :)
Ale wreszcie zebrałam się w sobie, doprowadziłam do ładu moje tułacze, cygańskie nieledwie życie więc prezentuję poniżej pokłosie ostatniego miesiąca, czyli filcowe breloczki rodem z miasta Łodzi. :) Tym razem na tapecie liski i wilczek. Ech, nie mogę się doczekać dłuższej chwili wolnego, by zabrać się za szycie maskotek "3D". :) Może w sierpniu? :)
W wolnej chwili przeglądam Wasze blogi, podziwiam, "zazdraszczam" i żałuję, że nie komentuję tak często jak bym chciała. :) Dziękuję także za wszelkie komentarze od Was. :)
A co do kociego SALu, na który się zapisałam (banerek po prawej) to mam wyrzuty sumienia, że nic jeszcze nie opublikowałam. Mam szczerą nadzieję, że to się niedługo zmieni. Koty też mi się coś opornie wyszywają. :( "Sorry, taki klimat"? Dla lisków i wilków widać łaskawszy:
"Jest na Ziemi jedno moje małe miejsce, gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej..."
Translate
poniedziałek, 21 lipca 2014
środa, 25 czerwca 2014
Katowickie "FilCoty"...
Wreszcie mogę je zaprezentować światu. Choć moje pierwsze, filcowe kociaki (FilCoty - jak je nazwałam) powstały już w maju w Katowicach, czekałam z pochwaleniem się nimi aż do chwili gdy pierwszy z nich - jako nagroda w Zgaduj-Zgaduli - trafi do adresatki. :) W tym wypadku - do Majaleny. Jak Wam się podobają? :)
wtorek, 20 maja 2014
Chcecie bajki? Oto bajka...
Czasami gdy haftuję przychodzi mi do głowy historyjka związana z wyszywanym obrazkiem. Dziś postanowiłam się jedną z nich podzielić. Myślę, że gatunkowo jest to forma najbliższa bajce, ale niestety nie mam w swoim zasięgu dzieci, aby im przeczytać te moje wypociny i dowiedzieć się, czy im się podoba, czy też nie. Dlatego tym bardziej ciekawa jestem Waszych opinii - wszystkie, szczególnie zaś te najbardziej krytyczne są dla mnie cenne.
Niestety myszka na tym hafcie kompletnie mi nie wyszła, będę musiała chyba spruć backstichte i nałożyć je na nowo. Ale lisek bardzo mi się podoba więc hafcik, wprost "spod igły" zaprezentuję, a co mi tam. :)
Miłej lektury dla wytrwałych!
Niestety myszka na tym hafcie kompletnie mi nie wyszła, będę musiała chyba spruć backstichte i nałożyć je na nowo. Ale lisek bardzo mi się podoba więc hafcik, wprost "spod igły" zaprezentuję, a co mi tam. :)
Miłej lektury dla wytrwałych!
Bajka o lisie i myszce
Żył sobie w pewnym lesie lis:
najbardziej rudy, jakiego możecie sobie wyobrazić. Kroczył dumnie, pewnym
krokiem pana i władcy, jego oczy błyszczały sprytem, a z pyszczka nie schodził
wyraz samozadowolenia.
Miał zresztą powody by tak się
zachowywać: dzięki pomysłowości i licznym oszustwom zawsze udawało mu się
osiągnąć wszystko, czego zapragnął. Zabrać ser krukowi, chwaląc jego „piękny”
głos – żaden problem. Odciągnąć uwagę stada wilków, aby zjeść cichaczem
upolowaną przez nie zdobycz: proszę bardzo! Udało mu się nawet tak omamić
wielkiego niedźwiedzia, władcę lasu, że przejął jego wygodną gawrę i w niej
zamieszkał. Poszkodowane zwierzęta nawet nie mogły odpłacić spryciarzowi
pięknym za nadobne, ponieważ zawsze okazywało się, że gdyby nie uległy własnej
próżności lub chciwości, które lis wprawnie wykorzystywał, nie zostałyby
oszukane.
Tak więc rudzielec chodził po lesie
pusząc się jak paw i zupełnie nie przeszkadzało mu, że inni patrzą na niego
nienawistnie i go unikają.
Pewnego dnia usiadł pod spróchniałym
pniakiem drzewa, aby odpocząć, gdy nagle doszło go ciche pochlipywanie. Rozejrzał się i zobaczył, że
na muchomorze siedzi szara, polna mysz i szlocha, załamując rączki. Lis zdziwił
się niepomiernie, bowiem nigdy jeszcze nie widział nikogo płaczącego. Przyglądał
się chwilę niecodziennemu zjawisku a potem zapytał co się stało.
Mysz drgnęła zaskoczona - skupiona
na swoim nieszczęściu nie zauważyła, że ktoś jest obok. Od razu domyśliła się z
kim ma do czynienia. Dużo słyszała o lisie i wiedziała, że lepiej mieć się na
baczności gdy jest w pobliżu. Tym razem jednak nie miało to dla niej żadnego
znaczenia: nie miała przecież niczego, co mógłby jej odebrać, a jej położenie
było tak złe, że nikt nie mógł go pogorszyć.
Westchnęła więc i opowiedziała, że
wkrótce ona i jej rodzina stracą swój dom – mieszkali bowiem w norce niedaleko
rzeczki, na której bobry zaczęły budować tamę. Gdy skończą, a poziom rzeki
podniesie się, woda zaleje norkę i – co gorsze - spiżarnię myszy. Grozi im więc
nie tylko bezdomność ale i głód, bowiem nie mają gdzie przenieść zapasów, które
gromadzili przez całe lato.
Lis wzruszył ramionami. Nie rozumiał
z czego mysz robi taką sprawę. Wystarczy odrobina sprytu i można mieć pełną
spiżarnię i nowy dom z dala od rzeki – i z miną szczodrego milionera
składającego hojny datek, wyłożył swój plan. Radził myszy aby zatrudniła się
jako sprzątaczka na przykład u wiewiórek. Na pewno mile ich połechta to, że
daleka kuzynka chce być u nich służącą, wiadomo przecież, że wiewiórki mają się
za lepsze od myszy. Trzeba to przecierpieć dzień czy dwa, a potem udać, że
zdarzył się jakiś wypadek przy pracy i domagać się odszkodowania. Wiewiórki na
pewno przestraszą się skandalu i procesu, a wtedy wystarczy podsunąć im do
podpisu „ugodę”, w której zrzekają się własnego domu i majątku i już można żyć
po królewsku! Rzecz jasna, wiewiórki nie mogą wcześniej przeczytać tego, co
podpiszą, trzeba odwracać ich uwagę…
Mysz przestała płakać i popatrzyła
na lisa ze zdumieniem i odrazą.
- Mówisz
poważnie?
- Tak jest.
Świetny plan, prawda? – uśmiechnął się zadowolony z siebie.
- To oszustwo i
kradzież! Wolę zginąć marnie z całą rodziną niż zrobić coś takiego! Ostrzegano
mnie przed tobą, ale nie sądziłam, że możesz być aż tak podły! Żegnam!
Uśmiech zniknął z twarzy lisa.
Patrzył zdumiony za odchodzącą myszą. Nikt nigdy nie powiedział mu niczego
takiego. I to prosto w oczy! Długo nie mógł się uspokoić. Myślał o tym, jak i o
trudnej sytuacji myszy cały dzień i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Z jednej
strony nie rozumiał jej oburzenia, a z drugiej prześladowało go dziwne uczucie
– był to nieznany mu wcześniej wstyd.
Wreszcie wieczorem przyszedł nad rzekę.
Bobry nie ustawały w swej pracy – tama była prawie gotowa, a rzeka znacznie już
wystąpiła ze swoich brzegów. Z daleka zobaczył rodzinę myszy, które w popłochu
przenosiły zapasy na niewielki wzgórek. Duże ziarna ledwie mieściły się w
łapkach myszątek, które na równi z rodzicami i bez słowa skargi biegały
zasapane w tę i z powrotem z coraz to nowymi porcjami jedzenia. Lis poczuł jak
coś drapie go w gardle. Jeszcze nie wiedział, że to wzruszenie i żal. Chwilę
stał patrząc i myśląc intensywnie, aż wreszcie podszedł do myszy.
- Czy ktoś może
mi narysować plan waszego mieszkania? – spytał bez wstępów.
Mysz spojrzała na niego nieufnie, ale na coraz bardziej mokrym piasku
naszkicowała pazurkiem układ pomieszczeń. Lis podszedł do bobrów, chwilę z nimi
porozmawiał, po czym wrócił z naręczem drewna. Następnie począł kopać w ziemi,
popatrując raz po raz na plan norki. Myszy zbiły się w gromadkę i patrzyły
zdziwione jak ostrożnie wkładał on w wykopane dziury przyniesione kawałki drzew.
Skończył pół godziny później, zasypał zrobione przez siebie otwory i otrzepał
się z gliny i błota, które oblepiały jego futerko.
- Zabezpieczyłem
wasz dom, teraz woda was nie zaleje. Możecie wracać do siebie.
Mysz ze łzami w oczach mocno
przytuliła lisa, nie mogąc ze wzruszenia wypowiedzieć podziękowań. W sercu
rudzielca coś jakby odtajało i rozlało się przyjemnym ciepłem po ciele. Było to
cudowne, błogie uczucie i w jednej chwili lis zrozumiał jak okropne było dotąd
jego życie, budowane na cudzej krzywdzie. Postanowił odtąd swój spryt
wykorzystywać tylko po to, by służyć pomocą zwierzętom w trudnych sytuacjach
życiowych. Zaś wszystkich, których kiedyś oszukał, przeprosił i wynagrodził im
krzywdy.
wtorek, 13 maja 2014
Robótkowe Katowice
W przerwach między kolejnymi dyżurami w pracy oddaję się oczywiście swojemu rękodzielniczemu hobby. :) W związku z tym udałam się na rekonesans po najbliższej mi ostatnio, katowickiej okolicy i miło mi ogłosić, że Katowice absolutnie dają radę jeśli chodzi o hand made. :)
Cóż, ja, dziecię włókienniczej Łodzi, gdzie liczbą i jakością pasmanterii i hurtowni tekstylnych jestem wręcz rozpieszczona dość krytycznie podchodziłam w tej kwestii do stolicy Śląska. Kilka pasmanterii położonych w centrum miasta - zaopatrzenie poprawne. :) Myślałam: to tyle w temacie. Większe zakupki via Łódź. :) A tymczasem pod samym nosem mam dwa skarby! :)
Pierwszy w postaci przeuroczego sklepiku-pasmanterii, którą prowadzą przemiła mama i córka. Nie dość, że wytwarzają obłędną biżuterię, to jeszcze w ich szufladach kryje się np piękny filc, który pobudził moją wyobraźnię, czego efekty zobaczycie niebawem. :) Ponadto koraliki, igły, mulinka, kordonek - ceny zaiste więcej niż przystępne! Zapraszam gorąco, "ktokolwiek będziesz w witosowskiej stronie" :) ewentualnie na facebooku: https://www.facebook.com/pages/Bizuann/541887832496920?fref=ts
Drugim skarbem jest Koło Rękodzieła Artystycznego, które zbiera się co wtorek o 16:00 w osiedlowym klubie Plus przy ul. Witosa 17. Klub tworzą przeurocze panie, które wyrabiają cuda - cudeńka! Wystarczy tylko spojrzeć na tę galerię: http://www.zh.katowice.pl/kolo-rekodziela,Galeria,63.html
albo na poniższe zdjęcie lajkonika:
A to tylko wierzchołek góry lodowej! :) Wkrótce postaram się zamieścić więcej zdjęć z pracami tych niezwykle utalentowanych rękodzielniczek. :) Zajmują się wszystkim: frywolitką, szydełkiem, wyszywaniem koralikami, haftowaniem, filcowaniem, decoupagem... Dzięki ich uprzejmości i życzliwości uczę się robienia na szydełku - dziś miałam pierwszą lekcję. :) Efekty na razie mizerne, póki co walczę z koordynacją przy robieniu łańcuszka. To naprawdę sztuka przeciągać oczka, trzymać szydełko i odpowiednio naprężyć kordonek... Ale pochwalono mnie, że jak na pierwszy raz poszło mi dobrze. :D
I tak pod wrażeniem tych oto skarbów uważam maj w Katowicach za udany. :)
Tradycyjnie jednak, wierna haftowi stworzyłam taki oto magnesik. Nie do końca osiągnęłam zamierzony efekt, ale i tak go zaprezentuję. :) Ostatnio naszło mnie na sowy. Strzeżcie się, będzie ich wkrótce więcej na tym blogu. :)
Cóż, ja, dziecię włókienniczej Łodzi, gdzie liczbą i jakością pasmanterii i hurtowni tekstylnych jestem wręcz rozpieszczona dość krytycznie podchodziłam w tej kwestii do stolicy Śląska. Kilka pasmanterii położonych w centrum miasta - zaopatrzenie poprawne. :) Myślałam: to tyle w temacie. Większe zakupki via Łódź. :) A tymczasem pod samym nosem mam dwa skarby! :)
Pierwszy w postaci przeuroczego sklepiku-pasmanterii, którą prowadzą przemiła mama i córka. Nie dość, że wytwarzają obłędną biżuterię, to jeszcze w ich szufladach kryje się np piękny filc, który pobudził moją wyobraźnię, czego efekty zobaczycie niebawem. :) Ponadto koraliki, igły, mulinka, kordonek - ceny zaiste więcej niż przystępne! Zapraszam gorąco, "ktokolwiek będziesz w witosowskiej stronie" :) ewentualnie na facebooku: https://www.facebook.com/pages/Bizuann/541887832496920?fref=ts
Drugim skarbem jest Koło Rękodzieła Artystycznego, które zbiera się co wtorek o 16:00 w osiedlowym klubie Plus przy ul. Witosa 17. Klub tworzą przeurocze panie, które wyrabiają cuda - cudeńka! Wystarczy tylko spojrzeć na tę galerię: http://www.zh.katowice.pl/kolo-rekodziela,Galeria,63.html
albo na poniższe zdjęcie lajkonika:
A to tylko wierzchołek góry lodowej! :) Wkrótce postaram się zamieścić więcej zdjęć z pracami tych niezwykle utalentowanych rękodzielniczek. :) Zajmują się wszystkim: frywolitką, szydełkiem, wyszywaniem koralikami, haftowaniem, filcowaniem, decoupagem... Dzięki ich uprzejmości i życzliwości uczę się robienia na szydełku - dziś miałam pierwszą lekcję. :) Efekty na razie mizerne, póki co walczę z koordynacją przy robieniu łańcuszka. To naprawdę sztuka przeciągać oczka, trzymać szydełko i odpowiednio naprężyć kordonek... Ale pochwalono mnie, że jak na pierwszy raz poszło mi dobrze. :D
I tak pod wrażeniem tych oto skarbów uważam maj w Katowicach za udany. :)
Tradycyjnie jednak, wierna haftowi stworzyłam taki oto magnesik. Nie do końca osiągnęłam zamierzony efekt, ale i tak go zaprezentuję. :) Ostatnio naszło mnie na sowy. Strzeżcie się, będzie ich wkrótce więcej na tym blogu. :)
niedziela, 11 maja 2014
Zgaduj-zgadula rozwiązana!!!
Mam przyjemność i zaszczyt ogłosić oficjalnie, że tajemnica krzyżyków została ODGADNIĘTA!!! :) Brawa dla MAJALENY - to właśnie ona podała prawidłową odpowiedź, w komentarzu pod ostatnim postem pisząc, że "wygląda jej to na łódkę wyciągniętą na brzeg". :) Tak właśnie jest, co najlepiej widać na poniższej fotografii prezentującej gotowy, skończony i oprawiony obrazek. Raz jeszcze gratuluję! Nagrodę-niespodziankę prześlę pocztą już niebawem. :)
Cieszę się tym bardziej, że będę mogła zrewanżować się za Rzę-sówkę, która obecnie spoczywa w kartach "Sławy i chwały" Iwaszkiewicza. :)
Proszę tylko nie dopatrywać się żadnego oszustwa bądź kumoterstwa - dowody zasłużonej wygranej znajdują się w komentarzach pod poszczególnymi częściami zgaduj-zgaduli: tylko Majalena napisała o łódce. :)
Wszystkim uczestniczkom i obserwatorkom bardzo dziękuję. ;) Miło mi, że chciałyście poświęcić swój czas i stanąć w szranki. :)
Cieszę się tym bardziej, że będę mogła zrewanżować się za Rzę-sówkę, która obecnie spoczywa w kartach "Sławy i chwały" Iwaszkiewicza. :)
Proszę tylko nie dopatrywać się żadnego oszustwa bądź kumoterstwa - dowody zasłużonej wygranej znajdują się w komentarzach pod poszczególnymi częściami zgaduj-zgaduli: tylko Majalena napisała o łódce. :)
Wszystkim uczestniczkom i obserwatorkom bardzo dziękuję. ;) Miło mi, że chciałyście poświęcić swój czas i stanąć w szranki. :)
wtorek, 6 maja 2014
Zgaduj-zgadula 5
Witajcie!
Jak minął Wam majowy weekend? Mnie - niestety - w pracy. W ogóle maj mam bardzo pracujący i niewiele czasu pozostanie mi na wyszywanie i inne przyjemności, za to w czerwcu mam zamiar odbić to sobie z nawiązką. :) Tymczasem jednak zgaduj-zgadula trwa i powoli zmierza ku końcowi. Dlatego też postanowiłam nieco uchylić rąbka tajemnicy, a raczej podsumować to, co dotychczas pisałyście w komentarzach. :)
W istocie - obrazek ten związany jest z wodą, a ściślej z morzem. Co jednak konkretnie przedstawia? Być może kolejna odsłona zabawy nieco podpowie... :) Powodzenia!
Ach - i jeszcze dwa słówka do Halucynki. :)
Myślę, że każde miasto ma w sobie specyficzny urok, na który wystarczy się tylko otworzyć. :) O Łodzi (tęsknię, tęsknię!) też krążą opinie, że to miasto brzydkie, szare, zaniedbane. Cóż, nie sposób się nie zgodzić z owym zaniedbaniem, ale z szarością - broń Boże! :) A dla miłośników secesji i wiktoriańskiego klimatu jest ono bardzo atrakcyjnym kąskiem - tylko trzeba otworzyć oczy. Katowice niezmiennie intrygują mnie swoją architekturą i zagospodarowaniem przestrzennym, choć bardzo brakuje mi małych, klimatycznych kawiarenek w pewnych zakątkach. :) Ale miło mi Halucynko, że mieszkamy blisko siebie. :) Może kiedyś spotkamy się na kawie? :)
Jak minął Wam majowy weekend? Mnie - niestety - w pracy. W ogóle maj mam bardzo pracujący i niewiele czasu pozostanie mi na wyszywanie i inne przyjemności, za to w czerwcu mam zamiar odbić to sobie z nawiązką. :) Tymczasem jednak zgaduj-zgadula trwa i powoli zmierza ku końcowi. Dlatego też postanowiłam nieco uchylić rąbka tajemnicy, a raczej podsumować to, co dotychczas pisałyście w komentarzach. :)
W istocie - obrazek ten związany jest z wodą, a ściślej z morzem. Co jednak konkretnie przedstawia? Być może kolejna odsłona zabawy nieco podpowie... :) Powodzenia!
Ach - i jeszcze dwa słówka do Halucynki. :)
Myślę, że każde miasto ma w sobie specyficzny urok, na który wystarczy się tylko otworzyć. :) O Łodzi (tęsknię, tęsknię!) też krążą opinie, że to miasto brzydkie, szare, zaniedbane. Cóż, nie sposób się nie zgodzić z owym zaniedbaniem, ale z szarością - broń Boże! :) A dla miłośników secesji i wiktoriańskiego klimatu jest ono bardzo atrakcyjnym kąskiem - tylko trzeba otworzyć oczy. Katowice niezmiennie intrygują mnie swoją architekturą i zagospodarowaniem przestrzennym, choć bardzo brakuje mi małych, klimatycznych kawiarenek w pewnych zakątkach. :) Ale miło mi Halucynko, że mieszkamy blisko siebie. :) Może kiedyś spotkamy się na kawie? :)
niedziela, 27 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)













