Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 kwietnia 2019

SAL Wielkanocny - Pisankasso

Kicajców wciąż przybywa, zgodnie z rytmem wyznaczonym przez SALową zabawę. Poznajcie Pisankassa - świeżo spod igły:


A tu zajęcza rodzinka jeszcze nie w komplecie, ale już trochę bardziej razem:


Zdrowych, wesołych świąt Wielkanocy!
Niech to będzie czas miłości, pokoju i zrozumienia. 

Życzę ja i moje zajączki. ☺

piątek, 5 kwietnia 2019

Pingwiny na pożegnanie zimy/ Tusal 2019

Ciepło, słonecznie... chyba mamy wiosnę nareszcie!
Więc aby już zima do nas nie wracała sympatyczne stadko pingwinów żegna! Natomiast mewa na szczycie piramidy niesie nam pierwszy, zielony zwiastun wiosny. A niesie tak skrupulatnie, że aż zajęła więcej lnu niż było to przewidziane.


To jeden ze UFOków, które udało mi się wreszcie skończyć. Ale jak widać, trzeba było troszkę kombinować. Cóż, następnym razem będę bardziej skrupulatnie liczyć wielkość materiału...

A poniżej Tusalowy, minionkowy słoiczek. Podpowiadam: przybyło żółtej wełny.


Pozdrawiam wiosennie!


sobota, 23 marca 2019

W świecie roślin - warsztaty haftu - WICI

Tak ja obiecałam wrzucam krótką fotorelację z dzisiejszych warsztatów haftu: "W świecie roślin" organizowanych przez stowarzyszenie WICI. Zachęcam zajrzeć do dziewczyn na ich stronę - tam na pewno znajdziecie jeszcze więcej zdjęć oraz informacje o kolejnych warsztatach. 


Trzymamy kciuki, żeby te warsztaty stały się cykliczne już w stałej siedzibie. Chodzą słuchy, że być może uda się to osiągnąć już w maju tego roku.

Krótko o samych warsztatach - atmosfera świetna, organizatorki przemiłe i bardzo pomocne w stawianiu pierwszych kroków w świecie haftu płaskiego. Dziękuję za podpowiedź tricku z szybkim zapełnianiem tła - łańcuszek a na to prosty ścieg haftem płaskim od brzegu do brzegu. :)
Najcenniejsza u dziewczyn jest chyba radość, z jaką podchodzą do haftowania - i do takiegoż nieortodoksyjnego, pełnego kreatywnej zabawy podejścia zachęcają uczestniczki warsztatów.

Przygotowanie do warsztatów w pełni profesjonalne - tu macie materiały, które czekały na nas:






Oraz materiały, na których wyszywałyśmy - len i bawełna:



Królowały motywy roślinne, jak głosiła nazwa warsztatów. Zatem do dzieła!
Zaczęłyśmy od wybrania wzoru, materiału, na którym miałyśmy haftować, tamborka, nici i ... kalki. Czy ktoś jeszcze pamięta kalkę?





No a potem pozostało tylko odbić wzór na materiał za pomocą kalki:


Założyć wzór na tamborek:


I kroczek po kroczku wyszywamy - ja zaczęłam od konturów prostym ściegiem backstitchowym;


Potem nieco wypełnienie metodą łańcuszkowo-płaską :)




I niestety - czas warsztatów dobiegł końca. Zatem mam kolejną robótkę do dokończenia w domowym zaciszu :D

Dziewczyny - dzięki za tak miło spędzony czas! Czekam na kolejne warsztaty organizowane przez Was, a zainteresowane czytelniczki i czytelników mojego bloga odsyłam na stronę WICI (na górze posta).

A poniżej skromna próbka "wiciowej" twórczości. Co prawda nie jest to motyw roślinny ale i tak fajny. :)


środa, 20 marca 2019

SAL Wielkanocny - Florka

Zgodnie z zasadami zabawy i prościutko spod tamborka - pierwszy zajączek z serii.
Pomyślałam, że każdemu z tych sympatycznych kicajców dam jakieś imię. Oto przed Państwem Florka:



U mnie pełna chata więc nie będę się rozwodzić za długo, gdyż pełne ręce roboty mam. :)

W tę sobotę wybieram się na warsztaty haftu "W świecie roślin", organizowany przez Wici. Zdam relację, może nawet fotorelację jak było. :)
Zainteresowanych odsyłam tutaj: https://www.facebook.com/events/150419709122193/

Dodam tylko, że warto się pojawić, dziewczyny z Wici są fantastyczne a warsztaty, które organizują na najwyższym poziomie, także drogie mieszkanki Łodzi i okolic - nie wahajcie się, może są jeszcze wolne miejsca. 

niedziela, 10 marca 2019

SAL Paryski Szyk - No 2 - Tweed/ Ilość błędów popełnionych

I znów jakiś dramatyczny tytuł mi wyszedł. Ja nie wiem, może powinnam pogadać ze swoją podświadomością.
Ale zupełnie na serio - jakoś ten haft - mimo, że wzór bardzo przyjemny - szedł mi jak po grudzie, co rusz się myliłam. Stąd też obrazek przedstawia się następująco (świeżo zdjęty z tamborka):



Wprawne oko wychwyci różnice ze wzorem, ale ja uważam, że maksyma z "Vinci", że: "kopii nie tworzy się dosłownie" jest bardzo mądra, toteż nigdy nie podążam ślepo za schematem, tylko zawsze dodaję coś od siebie - najczęściej kolor. A jeśli czasem, w toku pracy coś nie tak pójdzie z ilością i rozmieszczeniem krzyżyków, i już za późno na mniej lub bardziej radykalne poprawki, to także nie rozpaczam, tylko sobie tę właśnie mądrość powtarzam. Zgrabna, wymówka, czyż nie? ☺

Poniżej małe 'making off":



A tutaj zestawienie z poprzednim wzorem z serii:



Kolekcja rośnie a ja się pięknie uśmiecham mailowo o kolejny wzór do wyszycia. :)

Pozdrawiam coraz bardziej wiosennie!


piątek, 22 lutego 2019

Haft na przekór

Nie wiem jak u Was ale u mnie 2019 rok ruszył z kopyta i wciąż jestem w rozjazdach, bieganinie, załatwianiu różnych rzeczy... Dzieje się innym słowem. Tak naprawdę jedyne chwile odpoczynku to te, kiedy mogę usiąść nad krzyżykami - i mimo, że niewiele czasu mogę na to dziennie poświęcić to  postępy w zaczętych pracach idą zaskakująco sprawnie, co mam nadzieję udowodnić w kolejnych postach.
Niestety reszta planów leży odłogiem - ani nie tkam ani nie szydełkuję, że o szyciu strojów rekonstrukcyjnych już nie wspomnę. Ale cóż, nie wszystko naraz.
Tak więc haft na przekór czasowi odbija się także w tematyce. Za oknem od kilu dni świeci piękne słońce a ja... prezentuję tutaj nastrojową, nieomal gotycką sowę. A co!
Lubię ten haft (wciąż czeka na wyprasowanie co widać na zdjęciu) choć praca na czarnej kanwie bywała drogą przez mękę... Myślę jednak, że trochę wysiłku się opłaciło i na innym kolorze tła ten haft nie byłby tak klimatyczny. Jak myślicie?



Może mój post wpasuje się bardziej w godziny wieczorne i późno popołudniowe, niż poranne gdzie  -gdyby nie temperatura - można by pomyśleć, że to już wiosna właśnie.

Acha, jeszcze jedna sprawa. Ponieważ udało się reaktywować robótkowe (haft,szydełko i cokolwiek tam jeszcze przyjdzie do głowy)  spotkania u mnie (reinauguracja była wyjątkowo w środę zamiast w sobotę) - gdyby ktoś z Łodzi i okolic miał ochotę posiedzieć nad robótkami, kawą, herbatą i czymś słodkim, w miłym towarzystwie, dawajcie proszę znać. 
Zazwyczaj spotykamy się w soboty po południu, ale ponieważ jestem w rozjazdach mogą być zmiany. :) Zapraszam serdecznie. 

poniedziałek, 11 lutego 2019

Miłość niejedno ma imię - Walentynki 2019

Gdy zobaczyłam to wyzwanie, nie mogłam się oprzeć, żeby nie spróbować.

 https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgveSd0a5fmgKeU1EY4ud1-VHge3YBk8xU2l6mekMTH4v7LnpVp6UZ4RJusm4byiyZMwRgbv4sRPtl5urORtyY3f0A13px-F9lS3kCriwY4wve77Ru7gQHDMijT1PvA0YMkdTDtL7NMA-U/s1600/baner1.png




Szybkie przeszukanie wzorów czekających w kolejce na swój czas i olśnienie.



Przecież te kocury, niemogące się od siebie oderwać to nikt inny tylko ja i taki jeden pan...
Mimo, że drzemy ze sobą koty regularnie to żyć bez siebie się nie da...

Hafcik malutki, zrobiony ekspresowo w dwa dni więc nie liczę na żadne nagrody. To tak raczej symbolicznie i na pamiątkę. ☺

Mam jeszcze jeden superasty wzrorek  na oku, ale nie wiem czy zmieszczę się w czasie wyzwania by go wykonać. Zobaczymy.

Dużo miłości, zwłaszcza w lutym Wam życzę.

niedziela, 20 stycznia 2019

Poprawianie starych błędów

Dramatyczny tytuł mi wyszedł, nie ma co. Tematyka posta będzie jednak bardziej prozaiczna. :)
Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem zapisania do oficjalnej grupy hafciarskiej (myślałam  o łódzkiej "Kanwie". Przy takich okazjach warto, a nawet trzeba pokazać swoje portfolio. Zrobiłam więc hafciarski rachunek sumienia (czy na pewno jestem godna?), sięgnęłam po moje hafty i... no, delikatnie mówiąc nie byłam zachwycona.
Swoją przygodę z haftowaniem zaczynałam "na dziko", bez niczyjej pomocy i rady więc oczywistym jest, że nie ustrzegłam się błędów i wypaczeń, zanim jako tako ogarnęłam temat. :) Mimo, że wykonałam wiele prac to niestety, dopiero te sprzed dwóch lat nadają się do pokazywania, wobec czego nie bardzo z czym jest wejść w oficjalne hafciarskie kręgi.
Na szczęście prawie wszystkie krzyżykowe prace z dawnych lat da się poprawić, zatem czym prędzej zabrałam się do dzieła. Przede mną sporo pracy, ale mam silną motywację.
Poniżej pierwszy haft krzyżykowy jaki wykonałam, już po poprawkach:





Przy okazji rewidowania przeszłości spojrzałam też w archiwum mojego bloga. O zgrozo! jakież brzydactwa! Postanowiłam jednak nie usuwać starych postów a potraktować je jako pamiątkę przeszłości, dowód ewolucji no i miłe wspomnienia początkowego entuzjazmu, dumy i radości, że "ja też, ja też! ja też haftuję!", "też potrafię!", "jestem jedną z Was!". :)
A, że uczę się ciągle i ciągle doskonalę to pewnie za jakiś czas i na ten wpis spojrzę z politowaniem i sentymentem. 

wtorek, 15 stycznia 2019

SAL Paryski szyk - No 1 - Fleurs / żałoba w sercu

Smutne te okoliczności. Brak słów by opisać co się czuje w takich chwilach, a w doborze odpowiednich słów szkoliłam się przed laty.
Żadne "hasztagi" nigdy tego nie oddadzą, żadne hasła ani ilość "lajków". Jeśli nie dokona się jakaś głęboka przemiana w nas, w ludziach, w społeczeństwie to takie sceny staną się smutną rzeczywistością. Świat, bo to nie tylko Polska, choruje na nienawiść i jeśli nie znajdziemy w sobie sił na głębokie zmiany to można czekać już tylko na smutny koniec.
Bardzo symboliczne było to, że śmierć prezydenta Adamowicza nastąpiła w czasie tak wspaniałego wydarzenia jakim jest WOŚP. W tym jednym z niewielu pozytywnie łączących nas wydarzeń symbolicznie ugodzono w serce nie tylko pojedyńczego człowieka, ale tak naprawdę nas wszystkich. Mam nadzieję, że będzie to moment refleksji, że to nie "oni" czy "tamci" są winni, ale, że wina leży w nas wszystkich tak naprawdę. Nie umiemy się dogadać, jeden drugiego by w łyżce wody utopił. Emocje przeważają nad racjonalną, zdroworozsądkową refleksją. Zarówno politycy jak i media powinny spuścić z tonu i przestać podgrzewać tę niezdrową atmosferę w kraju. Obawiam się jednak, że niestety ta śmierć stanie się kolejnym powodem do dalszego szczucia jednych na drugich, gdy tylko emocje opadną po pogrzebie.
Mówiąc szczerze najbardziej żal mi rodziny Pana Prezydenta. Znam ten ból, który przeżywają i wyobrażam sobie jak bardzo bolą ciągle rozdrapywane przez media rany. Oni nie mają gdzie uciec przed rzeczywistością braku ukochanego męża/ojca/syna i wciąż przeżywają to od nowa.

Odbiegłam od robótkowego tematu bloga, ale nie da się pozostać milczącym po tym co się stało.
Niemniej jednak prezentuję pierwszy, ukończony przeze mnie obrazek z serii TUSAL - Paryski szyk i uśmiecham się do organizatorki o kolejny wzór. :)
Tak oto prezentuje się obrazek w mojej interpretacji:



A tutaj mój amatorski "making off" z tworzenia obrazka krok po kroku.



Samotność w Bydgoszczy już na półmetku. :) Liczę dni do powrotu do domu.
Śicskam Was ciepło w ten niełatwy czas i dziękuję za odwiedziny na blogu.

niedziela, 6 stycznia 2019

Blask księżyca

Witam w Nowym Roku!

Życzę wszystkim by przyniósł on tylko dobro, a każdy smutek i zmartwienie, które pojawią się na naszej drodze niech przemienią się na końcu w szczęście. :)
Dla mnie rok zaczął się od ogromnej tęsknoty za domem. Nowa praca zagnała mnie do Bydgoszczy na cały styczeń. Jestem tu szósty dzień i powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że aż będzie mi  tak ciężko samej. Dobrze, że istnieje internet i komunikatory, które pozwalają widzieć kochane osoby. Inaczej bym tu chyba zwariowała, a przede mną jeszcze 25 dni względnej samotności...
Mam jednak silną nadzieję, że ta tęsknota i ból przerodzi się w coś dobrego. Na pewno pozwoli mi docenić to co mam. 
Zawsze z trudem przychodziło mi wyrażanie ciepłych uczuć, ale teraz postaram się przełamać i być bardziej wyrozumiała i serdeczna dla bliskich. Zwłaszcza, że będzie to rok dużych wyzwań i wielu rozstań - finalnie jednak powinno to przynieść  upragnioną stabilizację. Trzymam kciuki i smutam sobie po cichu. :)

Jeśli chodzi o haftowane i rękodzielnicze plany na ten rok - mam do uszycia strój wikiński oraz strój złotej ordy, a także muszę wykonać kilka krajek na przyszły sezon rekonstrukcyjny.
Haftowanie - ograniczę się do wielu UFOków, które leżą w szafach oraz do SALu Paryski Szyk. Pierwszy obrazek z serii już prawie gotowy.
Szydełkowo -  przymierzam się do zrobienia lalki o kobiecej figurze :) Efekty mam nadzieję przedstawić jeszcze w tym miesiącu. :)

Sobotnie robótkowe spotkania rozszerzą się o nową uczestniczkę kiedy tylko wrócę do Łodzi w lutym.  Jeśli którakolwiek z Was byłaby chętna by do nas dołączyć, zapraszam!!! :)

Ponieważ dziś mamy 6 stycznia, a więc - poza świętem Trzech Króli - pierwszy termin publikacji zdjęcia słoiczka na Tusal 2019 publikuję zgodnie z warunkami zabawy, ale szału nie ma, muszę jeszcze go ozdobić więc na razie mam słoiczek in statu nascendi:


A z haftowanych dokonań prezentuję dziś "Księżyc" Alfonsa Muchy - jednego z moich ulubionych artystów. Uwielbiam jego obrazy i grafiki. Sposób w jaki przedstawiał kobiety jest urzekający. Mam chrapkę na kolejne wzory haftów według obrazów Muchy, tylko czasu jak zwykle za mało... :)


Pozdrawiam Was ciepło.

czwartek, 20 grudnia 2018

Świąteczne misie

Trochę na przekór temu, że mi się nic nie chce, choć święta za pasem i czasu na leniuchowanie nie ma, pomyślałam, że misie będą motywacją do pracy. :)
A tak na serio - miały być cztery misie, ale niestety nie wyrobiłam się z czasem i zostały tylko trzy. Trochę jak trzej królowie. Na razie pilnują mojej choinki i wprowadzają świąteczny nastrój. Niedługo będą delektować się zapachem przygotowywanych potraw, gdyż choinka stoi tuż obok wejścia do kuchni. :)








Jak u Was przebiega operacja "świąteczne szaleństwo"? Ja już mam za sobą część zwaną "sprzątanie", dziś odsłona druga "zakupy" a od soboty "gotowanie"... W sumie te trzy części to trochę jak te trzy misie. :)
Jeśli cała operacja przebiegnie u mnie sprawnie i pomyślnie, to może przed sylwestrem pojawi się czwarty miś?

sobota, 24 marca 2018

Dalej jednorożce


Dziś króciutko, ponieważ ten tydzień nie okazał się łaskawy w kwestii czasu wolnego.
Idąc tropem łódzkiego jednorożca przypomniała sobie, że jakiś rok temu wykonałam haft o podobnrj tematyce, a że dobrych kilka lat nie byłam obecna na blogu to dopiero dziś mogę zaprezentować go szerszej publiczności. Niniejszym prezentuję:



W kwestii nauki tkania postanowiłam spróbować utkać konkretny wzór, na razie udało mi się tylko tyle, niemniej i tak jestem z siebie dumna.  Mam nadzieję, że w nadchodzącym, świątecznym tygodniu znajdzie się chwilka no dokończenie tej pracy.



Pozdrawiam wiosennie, aby zakląć trochę śniegową rzeczywistość.

wtorek, 20 maja 2014

Chcecie bajki? Oto bajka...

Czasami gdy haftuję przychodzi mi do głowy historyjka związana z wyszywanym obrazkiem. Dziś postanowiłam się jedną z nich podzielić. Myślę, że gatunkowo jest to forma najbliższa bajce, ale niestety nie mam w swoim zasięgu dzieci, aby im przeczytać te moje wypociny i dowiedzieć się, czy im się podoba, czy też nie. Dlatego tym bardziej ciekawa jestem Waszych opinii - wszystkie, szczególnie zaś te najbardziej krytyczne są dla mnie cenne.

Niestety myszka na tym hafcie kompletnie mi nie wyszła, będę musiała chyba spruć backstichte i nałożyć je na nowo. Ale lisek bardzo mi się podoba więc hafcik, wprost "spod igły" zaprezentuję, a co mi tam. :)

Miłej lektury dla wytrwałych!

Bajka o lisie i myszce

            Żył sobie w pewnym lesie lis: najbardziej rudy, jakiego możecie sobie wyobrazić. Kroczył dumnie, pewnym krokiem pana i władcy, jego oczy błyszczały sprytem, a z pyszczka nie schodził wyraz samozadowolenia.
            Miał zresztą powody by tak się zachowywać: dzięki pomysłowości i licznym oszustwom zawsze udawało mu się osiągnąć wszystko, czego zapragnął. Zabrać ser krukowi, chwaląc jego „piękny” głos – żaden problem. Odciągnąć uwagę stada wilków, aby zjeść cichaczem upolowaną przez nie zdobycz: proszę bardzo! Udało mu się nawet tak omamić wielkiego niedźwiedzia, władcę lasu, że przejął jego wygodną gawrę i w niej zamieszkał. Poszkodowane zwierzęta nawet nie mogły odpłacić spryciarzowi pięknym za nadobne, ponieważ zawsze okazywało się, że gdyby nie uległy własnej próżności lub chciwości, które lis wprawnie wykorzystywał, nie zostałyby oszukane.
            Tak więc rudzielec chodził po lesie pusząc się jak paw i zupełnie nie przeszkadzało mu, że inni patrzą na niego nienawistnie i go unikają.
            Pewnego dnia usiadł pod spróchniałym pniakiem drzewa, aby odpocząć, gdy nagle doszło go ciche  pochlipywanie. Rozejrzał się i zobaczył, że na muchomorze siedzi szara, polna mysz i szlocha, załamując rączki. Lis zdziwił się niepomiernie, bowiem nigdy jeszcze nie widział nikogo płaczącego. Przyglądał się chwilę niecodziennemu zjawisku a potem zapytał co się stało.
            Mysz drgnęła zaskoczona - skupiona na swoim nieszczęściu nie zauważyła, że ktoś jest obok. Od razu domyśliła się z kim ma do czynienia. Dużo słyszała o lisie i wiedziała, że lepiej mieć się na baczności gdy jest w pobliżu. Tym razem jednak nie miało to dla niej żadnego znaczenia: nie miała przecież niczego, co mógłby jej odebrać, a jej położenie było tak złe, że nikt nie mógł go pogorszyć.
            Westchnęła więc i opowiedziała, że wkrótce ona i jej rodzina stracą swój dom – mieszkali bowiem w norce niedaleko rzeczki, na której bobry zaczęły budować tamę. Gdy skończą, a poziom rzeki podniesie się, woda zaleje norkę i – co gorsze - spiżarnię myszy. Grozi im więc nie tylko bezdomność ale i głód, bowiem nie mają gdzie przenieść zapasów, które gromadzili przez całe lato.
            Lis wzruszył ramionami. Nie rozumiał z czego mysz robi taką sprawę. Wystarczy odrobina sprytu i można mieć pełną spiżarnię i nowy dom z dala od rzeki – i z miną szczodrego milionera składającego hojny datek, wyłożył swój plan. Radził myszy aby zatrudniła się jako sprzątaczka na przykład u wiewiórek. Na pewno mile ich połechta to, że daleka kuzynka chce być u nich służącą, wiadomo przecież, że wiewiórki mają się za lepsze od myszy. Trzeba to przecierpieć dzień czy dwa, a potem udać, że zdarzył się jakiś wypadek przy pracy i domagać się odszkodowania. Wiewiórki na pewno przestraszą się skandalu i procesu, a wtedy wystarczy podsunąć im do podpisu „ugodę”, w której zrzekają się własnego domu i majątku i już można żyć po królewsku! Rzecz jasna, wiewiórki nie mogą wcześniej przeczytać tego, co podpiszą, trzeba odwracać ich uwagę…
            Mysz przestała płakać i popatrzyła na lisa ze zdumieniem i odrazą.
- Mówisz poważnie?
- Tak jest. Świetny plan, prawda? – uśmiechnął się zadowolony z siebie.
- To oszustwo i kradzież! Wolę zginąć marnie z całą rodziną niż zrobić coś takiego! Ostrzegano mnie przed tobą, ale nie sądziłam, że możesz być aż tak podły! Żegnam!
            Uśmiech zniknął z twarzy lisa. Patrzył zdumiony za odchodzącą myszą. Nikt nigdy nie powiedział mu niczego takiego. I to prosto w oczy! Długo nie mógł się uspokoić. Myślał o tym, jak i o trudnej sytuacji myszy cały dzień i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Z jednej strony nie rozumiał jej oburzenia, a z drugiej prześladowało go dziwne uczucie – był to nieznany mu wcześniej wstyd.
            Wreszcie wieczorem przyszedł nad rzekę. Bobry nie ustawały w swej pracy – tama była prawie gotowa, a rzeka znacznie już wystąpiła ze swoich brzegów. Z daleka zobaczył rodzinę myszy, które w popłochu przenosiły zapasy na niewielki wzgórek. Duże ziarna ledwie mieściły się w łapkach myszątek, które na równi z rodzicami i bez słowa skargi biegały zasapane w tę i z powrotem z coraz to nowymi porcjami jedzenia. Lis poczuł jak coś drapie go w gardle. Jeszcze nie wiedział, że to wzruszenie i żal. Chwilę stał patrząc i myśląc intensywnie, aż wreszcie podszedł do myszy.
- Czy ktoś może mi narysować plan waszego mieszkania? – spytał bez wstępów.
Mysz spojrzała na niego nieufnie, ale na coraz bardziej mokrym piasku naszkicowała pazurkiem układ pomieszczeń. Lis podszedł do bobrów, chwilę z nimi porozmawiał, po czym wrócił z naręczem drewna. Następnie począł kopać w ziemi, popatrując raz po raz na plan norki. Myszy zbiły się w gromadkę i patrzyły zdziwione jak ostrożnie wkładał on w wykopane dziury przyniesione kawałki drzew. Skończył pół godziny później, zasypał zrobione przez siebie otwory i otrzepał się z gliny i błota, które oblepiały jego futerko.
- Zabezpieczyłem wasz dom, teraz woda was nie zaleje. Możecie wracać do siebie.
            Mysz ze łzami w oczach mocno przytuliła lisa, nie mogąc ze wzruszenia wypowiedzieć podziękowań. W sercu rudzielca coś jakby odtajało i rozlało się przyjemnym ciepłem po ciele. Było to cudowne, błogie uczucie i w jednej chwili lis zrozumiał jak okropne było dotąd jego życie, budowane na cudzej krzywdzie. Postanowił odtąd swój spryt wykorzystywać tylko po to, by służyć pomocą zwierzętom w trudnych sytuacjach życiowych. Zaś wszystkich, których kiedyś oszukał, przeprosił i wynagrodził im krzywdy.
 


 

niedziela, 11 maja 2014

Zgaduj-zgadula rozwiązana!!!

Mam przyjemność i zaszczyt ogłosić oficjalnie, że tajemnica krzyżyków została ODGADNIĘTA!!! :) Brawa dla MAJALENY - to właśnie ona podała prawidłową odpowiedź, w komentarzu pod ostatnim postem pisząc, że "wygląda jej to na łódkę wyciągniętą na brzeg". :) Tak właśnie jest, co najlepiej widać na poniższej fotografii prezentującej gotowy, skończony i oprawiony obrazek. Raz jeszcze gratuluję! Nagrodę-niespodziankę prześlę pocztą już niebawem. :)
Cieszę się tym bardziej, że będę mogła zrewanżować się za Rzę-sówkę, która obecnie spoczywa w kartach "Sławy i chwały" Iwaszkiewicza. :)
Proszę tylko nie dopatrywać się żadnego oszustwa bądź kumoterstwa - dowody zasłużonej wygranej znajdują się w komentarzach pod poszczególnymi częściami zgaduj-zgaduli: tylko Majalena napisała o łódce. :)

Wszystkim uczestniczkom i obserwatorkom bardzo dziękuję. ;) Miło mi, że chciałyście poświęcić swój czas i stanąć w szranki. :)


wtorek, 6 maja 2014

Zgaduj-zgadula 5

Witajcie!

Jak minął Wam majowy weekend? Mnie - niestety - w pracy. W ogóle maj mam bardzo pracujący i niewiele czasu pozostanie mi na wyszywanie i inne przyjemności, za to w czerwcu mam zamiar odbić to sobie z nawiązką. :) Tymczasem jednak zgaduj-zgadula trwa i powoli zmierza ku końcowi. Dlatego też postanowiłam nieco uchylić rąbka tajemnicy, a raczej podsumować to, co dotychczas pisałyście w komentarzach. :)
W istocie - obrazek ten związany jest z wodą, a ściślej z morzem. Co jednak konkretnie przedstawia? Być może kolejna odsłona zabawy nieco podpowie... :) Powodzenia!

Ach - i jeszcze dwa słówka do Halucynki. :)
Myślę, że każde miasto ma w sobie specyficzny urok, na który wystarczy się tylko otworzyć. :) O Łodzi (tęsknię, tęsknię!) też krążą opinie, że to miasto brzydkie, szare, zaniedbane. Cóż, nie sposób się nie zgodzić z owym zaniedbaniem, ale z szarością - broń Boże! :) A dla miłośników secesji i wiktoriańskiego klimatu jest ono bardzo atrakcyjnym kąskiem - tylko trzeba otworzyć oczy. Katowice niezmiennie intrygują mnie swoją architekturą i zagospodarowaniem przestrzennym, choć bardzo brakuje mi małych, klimatycznych kawiarenek w pewnych zakątkach. :) Ale miło mi Halucynko, że mieszkamy blisko siebie. :) Może kiedyś spotkamy się na kawie? :)



niedziela, 27 kwietnia 2014

niedziela, 20 kwietnia 2014

Wesołego Alleluja i zgaduj-zgadula 3



Dziś króciutko – kochane życzę Wam samych radosnych chwil w te Święta: aby naczynia same się pozmywały, rodzina była miła i życzliwa, a zając bogaty i hojny. ;)
Wszystkiego najlepszego!

Niestety, nie będę się już zarzekać co do częstotliwości publikowania nowych zdjęć w zgaduj-zgaduli – mimo szczerych chęci ostatnio nie mam kiedy posiedzieć w necie. Ale cieszę się, że część Was nadal podejmuje wyzwanie i nie zraża się, że obrazki są nadal mało czytelne. Chodzi mi o to byście puściły swobodnie wodze wyobraźni – wszystko wyjaśni się już wkrótce. :)


I jeszcze parę słów do niektórych z Was –

Promyku: bardzo dziękuję za wzorek kotka! Mam nadzieję wkrótce się do niego zabrać. :)
Piegucho: miło, że mnie odwiedziłaś. Katowice nie są takie złe. J Coraz bardziej się do nich przekonuję, zresztą to miasto nieustannie się przeobraża. Rozumiem Twoją tęsknotę i mam nadzieję, że uda Ci się wkrótce wrócić w rodzinne strony, choć by na chwilkę.
Renko:  dziękuję za komplement o tej mojej pisaninie. Miło wiedzieć, że komuś się podoba. :)
Iskierko, Efko: nie poddawajcie się, każda myśl co też to może być jest cenna. :)

Wszystkim jeszcze raz: Wesołego Alleluja!!!


czwartek, 10 kwietnia 2014

Zgaduj Zgadula cz. 2 i tęcza nad Katowicami

Witam ponownie wszystkie uczestniczki zabawy jak i inne obserwatorki mojego bloga. Cieszę się, że pojawiły się nowe "twarze" wśród komentujących. ;) Pozwólcie jednak, że zwrócę się osobiście tylko do jednej z Was: Cathdragon - je suis tres contente de te voir sur mon blog surtout que je l'ecris en polonais. Bonne chance avec ma devinette!
Niestety z przyczyn technicznych (internet w moim katowickim lokum zawiódł) nie udało mi się wcześniej zamieścić nowego zdjęcia, ale już się poprawiam! :)
Muszę przyznać, że jedna z Was była już bardzo bliska rozwiązania zagadki. ;) Ale póki co zabawa trwa dalej - postaram się częściej publikować kolejne odcinki.

Przez ostatnie dwa tygodnie przebywałam w Katowicach (praca). Wciąż jeszcze uczę się tego miasta i nieustannie mnie zadziwia. Przede wszystkim zachwyca mnie ono ilością wróbli, które mieszkają na moim pięknym i zielonym osiedlu na obrzeżach Katowic, w tyglu między Chorzowem a Rudą Śląską. W Łodzi nie widziałam wróbelków dobre piętnaście lat - a tu jest ich mnóstwo. Jakoś tak te ptaszki zawsze mnie rozczulają. Zresztą muszę przyznać, że mieszkańcy mojego katowickiego osiedla bardzo o nie dbają: w wielu ogródkach pod blokami lub na balkonach widzę przygotowane karmniki - super! :)
To, co mi się bardzo podoba w "Kato" to także duża ilość skwerków z ławeczkami, na których można sobie przycupnąć na chwilę bądź na dłużej. :) W Łodzi  czegoś takiego niestety nie uświadczysz - a szkoda. Zdumiewa mnie tylko ilość schodów - wszędzie niemal w przestrzeni miejskiej są schody: na ulicach, przy wyjściu z dworca , przed klatkami schodowymi bloków. I jeszcze zakręty. Gdzie się da - tam zakręt. To nawet zabawne i myślę, że stanowi o specyfice tego miasta. Zresztą przyznać muszę, że z okien biura, w którym pracuję rozciąga się wspaniała panorama Katowic i - w moim odczuciu - jest to miasto zbudowane na planie koła, otoczone łagodnymi pagórkami hałd (?). Ładnie to wygląda, zwłaszcza o szóstej rano, przy różowym, wiosennym poranku. :) A ostatnio po deszczu pojawiła się wielka tęcza, która - niczym wygięta cięciwa spajała sobą krańce tego miejskiego "okręgu". Wspaniały widok!
Ale cóż, Katowice nigdy nie będą Łodzią. :)

No, już nie rozgaduję się więcej, tak mnie jakoś naszło, pewnie przez tę tęczę. :) Poniżej obiecane zdjęcie. Powodzenia!!! :)





czwartek, 3 kwietnia 2014

Zgaduj-zgadula

Witajcie!

Oto zapowiadana przeze mnie zabawa w zgaduj-zgadulę. Bez zbędnych wstępów podaję jej reguły:

1. W zabawie może wziąć udział KAŻDY BEZ WCZEŚNIEJSZYCH ZAPISÓW
2. Do zabawy można dołączyć w dowolnej chwili.
3. Mniej więcej co cztery dni będę publikowała zdjęcie z kolejnymi postępami prac nad pewnym haftem. Do zadań konkursowiczów/iczek należy jak najszybciej zgadnąć CO PRZEDSTAWIA TEN HAFT.
4. Wygrywa osoba, która jako PIERWSZA ODGADNIE w jaki wzór układają się moje krzyżyki. ;)
5. Imię/nick zwycięzcy/żczyni opublikuję na głównej stronie mojego bloga, po czym poproszę o adres korespondencyjny, coby nagroda " zbłądziła pod strzechy". :)
6. Zabawa trwa do pierwszej, właściwej odpowiedzi.

Gotowe? Zatem życzę powodzenia i miłej zgadywanki :)



A oto pierwsze zdjęcie:


piątek, 28 marca 2014

Pierwszy magnes

Znowu post zaczynający się od słowa "pierwszy". Fatum jakieś czy co? :) Ale cóż - porządek rzeczy musi być zachowany i dlatego skoro pierwszy raz z moich łapek wyszedł magnes, to i tytuł musi to podkreślać.
Wzór całkowicie mój, tzn mój design postaci, wykonany haftem płaskim, do którego zdecydowałam się wrócić po długiej, krzyżykowej przerwie. Do wykonania tej pracy natchnął mnie tutorial Marty z bloga: http://hafcikicinka26.blox.pl/html
Wyszywało mi się bardzo dobrze i szybko w porównaniu ze żmudnym ślęczeniem nad schematami krzyżyków. Jedynie po przyklejeniu okazało się, że nitki w serduszku są nieco "zwichrowane", ale cicho - sza! Może nikt nie zauważy, zwłaszcza, że nadal robię zdjęcia aparatem z komórki a jaką one mają jakość same wiecie. :)
Tak czy inaczej mam już kolejne, szalone pomysły na magnesiki wykonane haftem płaskim, mam nadzieję wkrótce je zaprezentować. A, że akurat mam kilka dni wolnego od pracy, już ostrzę igły. :)
Pozdrawiam wszystkich ciepło - jeśli będziecie miały chwilę to zajrzyjcie do mnie 2 kwietnia. Mam bowiem zamiar tego dnia oficjalnie zaprosić Was do zabawy w zgaduj-zgadulę, w której oczywiście będzie można wygrać cosik hand-made. :)